piątek, 3 października 2014

Karteczkowy zawrót głowy! Mój sposób na angielski.



            Chyba większość z nas raz na jakiś czas żałuje że nie zna jakiegoś obcego języka perfekcyjnie...  A nawet jeśli zna, to chciałby znać również inny. Ja też jestem takim statystycznym człowiekiem. Niby miałam język obcy od podstawówki, poprzez gimnazjum, liceum, jedne i drugie studia. Niby umiem coś z angielskiego i niemieckiego. Niby rozumiem jak ktoś coś mówi w filmie, bajce czy informacjach. Jednak to dla mnie za mało. Chciałabym rozumieć wszystko dokładnie, chciałabym potrafić pięknie się wypowiadać w innym języku niż ojczysty, no i w końcu chciałabym czytać książki w oryginałach, a nie tylko tłumaczenia. Chciałabym wiele, ale paradoksalnie jestem w takim wieku i w takim momencie życia że już mi się nie chce… I co tu zrobić? Uczyć się znów? Od nowa? Zapisać się na kurs? Na korepetycje? Uczyć się samemu w domu? Iść na kolejne studia? Ja wybrałam opcję samodzielnej nauki w domu, ale nie do końca tak w pojedynkę bo dopinguje mnie mąż, który również ma chęć zabrać się za szlifowanie języka obcego ;)
          I tak zebraliśmy ostatnimi czasy potrzebną literaturę i akcesoria. Odkurzyliśmy słowniki i stare podręczniki ze studiów. Start mamy dobry, bo ja jestem średniozaawansowana z niemieckiego i podstawowa z angielskiego, a mąż niemiecki średniozaawansowany, angielski podstawowy i do tego jeszcze podstawowy rosyjski i łacina. Więc jakimiś strasznymi laikami nie jesteśmy, w życiu już uczyliśmy się obcych słówek, no ale angielski, najbardziej potrzebny język u nas kuleje… Ale gdy już się za niego bierzemy to zawsze wydarza się coś co przerywa naszą „edukację”… Z resztą nauka z książki, nawet najlepszej, ale bez pomocy filologa jest po prostu trudna.
I tak sobie od jakiegoś czasu żyjemy z całą półką książek do nauki angielskiego, z płytami cd, z szybkimi multimedialnymi kursami, z podręcznikami szkolnymi… Ale kompletnie bez motywacji, bez najmniejszego bodźca który pchnął by nas do działania… Aż w końcu nadszedł ten dzień, gdy w moje ręce wpadły fiszki czyli zwykłe małę katreczki z nadrukowanymi słówkami... (!).




Po prostu fiszki, taki gadżet ułatwiający naukę języka angielskiego. I to nie fiszki na poziomie podstawowym, przedstawiające kolory i dni tygodnia tylko średniozaawansowane fiszki! Z całymi zdaniami i wieloma kategoriami! Fiszki które były dla nas tym czego nam trzeba! Bodźcem! Fiszki które mają praktyczne pudełeczko, tysiąc karteczek, wygodne przegródki, płytkę na której możemy odsłuchać wymowę. Rewelacja. Długie godziny zabawy już po pierwszym otworzeniu tego magicznego pudełeczka, a teraz to już nawyk. Codzienna porcja karteczek do opanowania zawartego na nich tekstu. W końcu mamy coś co nas ruszyło w tym dobrym kierunku, w końcu mamy chęć i motywację. Poprzez fajną zabawę uczymy się.

Bardzo fajne te fiszki, sami zobaczcie.



Od kiedy mam te cudeńka to rozglądam się po księgarniach za czymś podobnym dla najmłodszych. Czegoś obrazkowego do nauki słów dla mojego dwulatka. Fajnie byłoby mieć gotową codzienną dawkę słówek do nauki rzeczowników czy innych słówek opisujący otaczający nas świat. To świetny sposób na naukę dla wszystkich, dla dorosłych i dla dzieci. I będę się cieszyć jeśli moje dziecko będzie kiedyś korzystało z podobnych pomocy, bo ja sama wiem że nauka z książki jest po prostu nudna, a jeśli można połączyć ją z zabawą czy wyzwaniem to czemu nie?



 

 Nauczyłam sie już kilku słówek które bardzo trafnie oceniają ten zestaw fiszek ;)




 Ale są tam też inne przyjemne słówka... I wiele wiele innych ;)



Fiszki które mamy w domu to Angielski w karteczkach, słownictwo dla średniozaawansowanych, 1000 karteczek. Produkt marki Compagnia Lingua, www.compagnia-lingua.pl, cena takiego cudeńka to 59,99


Co myślicie? Fajne? ;)

8 komentarzy:

  1. Bardzo przydatna rzecz do nauki! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że wzięliście się z mężem do nauki :) Trzymam za Was kciuki ;) I polecam Wam czytanie prostych książeczek, np. Graded Readers, to uproszczone wersje różnych klasycznych powieści dostosowane do poziomu czytelnika. Z tyłu książki są też wyjaśnione trudniejsze słowa. Mi się bardzo łatwo uczyło z takich książek, dużo łatwiej niż z fiszek, bo ten język był bardziej "żywy" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cena z jednej strony wysoka, a z drugiej jednak niska. Na angielski się nie skuszę, ale może zakupię fiszki rosyjskie.
    P.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie cierpię nauki języków... obcych :)

    OdpowiedzUsuń

Skoro już tu jesteś to zostaw po sobie ślad, będzie mi bardzo miło że podzielisz się ze mną swoim zdaniem ;) A jeśli nie chcesz nic pisac to zaobserwuj blog, będziesz na bieżąco z moją pisaniną :) Dziękuję i pozdrawiam!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...