środa, 12 listopada 2014

Metamorfoza kaloszy i historia pewnego stroju krakowskigo ;)





Kilka dni temu stanęłam przed zadaniem jakie kiedyś czeka każdą matkę. Otóż miałam przebrać moje dziecko... Temat nie był dowolny a nałożony odgórnie. Z resztą inaczej być nie mogło, bo skoro matka i ojciec zajmują się i pasjonują ludowizną to dziecko wybory nie miało - zostało Krakowiaczkiem ;) Tym bardziej że to akurat sesja zdjęciowa wpadła, zespołu w którym tańczę! Dziecięcie musiałam zabrać bo to najmłodszy nasz członek, jeszcze nie tańczy ale folklor wyssał z mlekiem matki jako to mówią ;) A jak to kogoś brzydzi to mogę powiedziec że folklor ma we krwi ;) I tak na jeden dzień mój syn miał zostać pięknym, małym, uroczym, dwuletnim Krakowiaczkiem ;) No i super ;) Krakowiaczek dla niewtajemniczonych w folklor, informuję, wygląda tak:



A na to wszystko tylko cztery dni. Akcja od środy, a na niedziele już potrzebne. Krawcową  Ciocię w rodzinie mam więc spodnie mu uszyła raz dwa, piękne, idealne, krakowskie. I pas do nich. Czapkę zorganizowałam, taką prawdziwą z piórkiem, tylko zmiejszyć trzeba było. Kabotek (kamizelkę) jakoś wykombinowałam, tylko pompony dorobiła mi mama i przyszyć trzeba było. Koszula biała się znalazła, aksamitka pod szyję też. I niby wszystko gotowe, ale jedno najważniejsze zostało... buty. Krakowieczek buty powinien mieć skórkowe, takie kozaczkowe... A skąd takie na dwulatka?? Nie ma takich cudów, nie szyją takich. Czasu za mało żeby szewc zrobił od podstaw... I matka wymyśliła! Kupię mu czarne lub czerwone kalosze! Piękne, z połyskiem! Miasto obleciałam i d*pa... Kaloszy jednokolorowych nie ma... Same kwiatki, gwiazdki, samochody, pszczółki, biedroneczki i heloł kiti... eeeeh. No nic myślę. Pójdzie dziecię w adidasach a zdjęcia będziemy robić tylko góry... I nagle trach! Pomysł wpadł do głowy i matka sama stworzyła dziecięciu piękne czarne, błyszczące, niemalże lakierowane kozaczki! A jak? No jak, jak. Całkiem prosto ;)

Kupiłam najbardziej pasujące jakie były w całym mieście kalosze... No ale piłki nożne do krakowiaczka raczej nie psują...



Ale pomysł genialny miałam i  takie piękne czarne kalosze z nich zrobiłam! Takie jak trzeba, idealne do krakowskiego stroju <3 Ale jak? ...






Taaaaadam! Oto moje wybawienie:







Po prostu pomalowałam wodoodpornym markerem kalosze dziecięcia, które już trochę czarne były, jednak piłki nożne psuły cały efekt. Więc marker, kilka minut i gotowe! Moje dziecięcie miało piękniejsze i bardziej błyszczące butki niż tancerze z zespołu ;) Matka dumna! Dzięcko piękne! Żyć nie umierać ;) P.S. Obcas też pomalowałam ;)



Taką metamorfozę kaloszków możecie wykorzystać nie tylko do dziecięcego stroju, ale także do własnych kaloszy, jeśli macie jakieś których zrór Wam nie odpowiada to możecie przy pomocy wodoodpornego markera dać im drugie życie i mieć modne, uniwersalne, odnowione czarne kaloszki! ;) Polecam!



A na dziecięciu prezentowały się tak:




Prawda że idealnie pasują? <3

8 komentarzy:

  1. ekstra!
    napracowałaś się trochę z tymi kaloszami,ale efekt niesamowity

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale dużo pracy nie było ;) Dziękuję!

      Usuń
  2. Rzeczywiście - pomysł świetny! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł, gratuluję kreatywności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomysł super! :) Tylko czemu wcześniej nie pisałaś... Mogłam Ci pożyczyć, wysłać pas oryginalny i czapkę dla małego. Co jak co, ale to mój region :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czapkę miałam idealną, z prawdziwym piórkiem ;) A pas się uszył z tego materiału co spodnie i jakoś wyglądało ;) Kto tam u mnie w zachodniopomorskim ma pojęcie o Stroju Krakowskim ;) Także przeszło ;)

      Usuń

Skoro już tu jesteś to zostaw po sobie ślad, będzie mi bardzo miło że podzielisz się ze mną swoim zdaniem ;) A jeśli nie chcesz nic pisac to zaobserwuj blog, będziesz na bieżąco z moją pisaniną :) Dziękuję i pozdrawiam!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...